Zakaz blokowania geograficznego – co na to sklepy internetowe?

  fot. unsplash.com

fot. unsplash.com

„Otworzymy konsumentom dostęp do zakupów bez względu na granice krajowe” – mówią już od jakiegoś czasu liderzy Unii Europejskiej. Czy teraz to wreszcie się uda?

Już w 2016 roku przewodniczący Komisji Europejskiej mówił, że „Potrzebne są pilne działania, które zniosą bariery w transgranicznej działalności internetowej, w tym różnice między przepisami prawa umów i prawa autorskiego poszczególnych państw członkowskich. Niezbędne jest także zmniejszenie obciążeń związanych z VAT”. Jean-Claude Juncker punktował między innymi, że Unia musi wypracować prawo i system, który otworzy konsumentom dostęp do usług, muzyki, filmów i wydarzeń sportowych za pośrednictwem urządzeń elektronicznych w każdym miejscu w Europie, bez względu na granice krajowe. „Możemy stworzyć równe warunki działania, w których wszystkie przedsiębiorstwa oferujące swoje towary lub usługi na obszarze Unii Europejskiej będą podlegały tym samym zasadom ochrony danych i ochrony konsumentów, bez względu na to, gdzie znajdują się ich serwery” – mówił.


Niestety, wciąż nie jest to wcale łatwe. Jak czytamy w samym Rozporządzeniu Parlamentu Europejskiej i Rady UE, „przedsiębiorstwa, a w szczególności mikroprzedsiębiorstwa oraz małe i średnie przedsiębiorstwa (MŚP), mają różne powody, dla których stosują zróżnicowane ogólne warunki dostępu”.


Tego przyczyną może być „rozbieżne otoczenie prawne”, kwestia „opodatkowania i spraw fiskalnych”, albo problemy z kosztami dostawy. „W innych przypadkach handlowcy wprowadzają sztuczną segmentację rynku wewnętrznego wzdłuż granic wewnętrznych i utrudniają swobodny przepływ towarów i usług, ograniczając tym samym prawa klientów i uniemożliwiając im korzystanie z bogatszej oferty i z optymalnych warunków” – podkreślają pomysłodawcy Rozporządzenia.

 
Geoblokowanie_rodzaje_UOKiK.jpg

Dlatego na mocy przygotowanego dokumentu chcą walczyć z nieuzasadnionym blokowaniem geograficznym oraz dyskryminacją klientów ze względu na przynależność państwową czy miejsce zamieszkania. I namawiać handlowców, by nie praktykowali i nie projektowali swoich interfejsów internetowych, które uniemożliwią klientom z innych państw członkowskich łatwe składanie zamówień. Zgodnie bowiem z tzw. Strategią Jednolitego Rynku Cyfrowego dla Europy, każdy mieszkaniec i konsument powinien mieć nieograniczony dostęp do towarów i usług w internecie w całej UE. Pytanie tylko – czy to w ogóle możliwe.

„Problemem może być fakt, że nowe przepisy idą wbrew intencjom globalnych graczy korporacyjnych, którzy ewidentnie chcę kontrolować rynek” – ocenia Łukasz Kozłowski, szef działu Customer Success w sklepach internetowych Shoper, na co dzień pracujący z e-przedsiębiorcami nad ich rozwojem i zwiększaniem sprzedaży.

„Trzeba pamiętać, że narodowa polityka, zarówno marketplace’ów, jak i samodzielnych marek w internecie, generowała do tej pory bardzo duże różnice w cenach i warunkach zakupu. A jednolity gospodarczo e-organizm, jakim miała być Unia Europejska, był nim najczęściej tylko w teorii. Unia dopuszcza bowiem różnicowanie geograficzne rynków, ale odrzuca takie różnicowanie jako praktykę domyślną, gdyż to doprowadza do dyskryminacji ze względu na przynależność państwową czy miejsce zamieszkania. Myślę jednak, że warunki w handlu elektronicznym powinny się zbliżyć w wielu branżach do siebie na terenie całej UE.”

Gdyby to się rzeczywiście udało, kolejna kwestia, która nasuwa pytania to to – jak te zmiany wpłyną to na polski rynek e-commerce? Pytani przez nas już dwa lata temu właściciele sklepów Shoper, w dwóch na dziesięć przypadków zdradzali, że rzeczywiście próbują sprzedawać swoje produkty za granicą. Ale z różnym skutkiem. W większości przypadków jest to interes nieopłacalny, bo nawet jeśli wychodzą poza Polskę z produktem bardzo konkurencyjnym względem zachodnich e-sklepów, strona logistyczna wielokrotnie kosztuje więcej, niż sam oferowany przez nich towar.

„Nowe rozporządzenie odczytuję jako sygnał ciągłego poszukiwania przez UE złotego środka i kolejną próbę w zakresie wyrównywania sytuacji podmiotów na rynku paneuropejskim” – komentuje Łukasz Kozłowski. „W handlu internetowym takie rozporządzenie powinno pozytywnie wpłynąć na sytuację klienta końcowego, zdecydowanie utrudni zaś życie dużym korporacjom i marketplace’om. Trudniej powiedzieć, jak wpłynie na małych i średnich sprzedawców, bo każda branża w ostatnich latach wypracowywała odrębne praktyki dotyczące warunków sprzedaży w poszczególnych krajach wspólnoty. Odczytuję jednak ten przepis jako jednoznaczny ukłon w kierunku klienta końcowego i przeciw dużym graczom, próbującym na własną rękę regulować rynek.”

„Do dnia 23 marca 2020 r., a następnie co pięć lat, Komisja składa Parlamentowi Europejskiemu, Radzie i Europejskiemu Komitetowi Ekonomiczno-Społecznemu sprawozdanie z oceny niniejszego rozporządzenia” – czytamy w samym Rozporządzeniu. Nie pozostaje więc nic innego jak cierpliwie czekać na korzystny dla polskich e-sklepów rozwój wydarzeń.

Poliż Ecommerce