Dla kogo kariera, sława, zagranica?

  fot. unsplash

fot. unsplash

Otwórz się na świat – mówili. Sprzedawaj za granicę – zachęcali. Ale komu się to tak naprawdę opłaca?

Otwarte granice, większe możliwości, świat! Czemu więc z tego nie skorzystać? Dlaczego sprzedając nawet zwykły t-shirt nie robić też tego dla odbiorców spoza Polski? Na te i inne pytania związane z handlem transgranicznym próbowali odpowiedzieć autorzy raportu „Cross border ecommerce – szansa czy zagrożenie”, pisanego z perspektywy zarówno sprzedających, jak i kupujących. Ci drudzy – wiadomo, przy zakupach za granicą kierują się przede wszystkim ceną (taki zakup, z kosztami wysyłki, musi się opłacać) lub niedostępnością towaru na lokalnym rynku. I są w przeważającej mierze zadowoleni z zakupów robionych czy to na Amazonie, czy AliExpress. A co ze sprzedającymi?

Cytując raport: „Obserwujemy dwie odmienne podstawy: sprzedawców świadomych, szykujących się na zmiany i rozwój oraz tych, dla których lokalny rynek jest wystarczający i  nie widzą powodu do ekspansji. Postrzegając, jak dynamicznie skrócił się łańcuch dostaw, czas dostarczenia produktu oraz jak wielcy gracze dostosowują się do lokalnych rynków, taka postawa wydaje się być zaskakującą”. Bo rzeczywiście, właścicieli e-biznesów można najłatwiej podzielić na dwie grupy: tych, którzy sprzedają i chcą sprzedawać, oraz tych, którzy w ogóle o tym na razie nie myślą lub odkładają projekt sprzedaży międzynarodowej na później.

Czego obawiają się najbardziej? Zbyt wysokich kosztów wysyłki (71% wskazań) i braku wiedzy oraz doświadczenia w sprzedaży za granicę (74% odpowiedzi). Mało kusząca jest też dla nich wizja zajmowania się zwrotami towarów i reklamacjami oraz ponoszenia ewentualnych sporów z niezadowolonym klientem. Aż 60% pytanych nie myśli też o wyjściu poza lokalny rynek z powodu braków językowych.

Dokąd więc sprzedają polscy e-sprzedawcy? 5% z nich na terenie Unii Europejskiej, niewiele ponad 2% poza UE, a reszta – tylko w Polsce. „Polscy przedsiębiorcy boją się wychodzić poza własne podwórko. Rynek polski jest dla nich na tyle duży, że nie myślą o swoim biznesie w kontekście globalnym. (…) Co może świadczyć o dwóch zjawiskach: albo sklepy dopiero rozpoczęły swoją przygodę z zagranicznymi rynkami, albo (niesłusznie) traktują cross-border „po macoszemu” (wskutek braku chęci, wiedzy lub umiejętności)” – piszą autorzy badania.

Dokad sprzedaja polskie sklepy.png

I bardziej byśmy się skłaniali ku temu drugiemu wnioskowi. Większość rzeczywiście robi to „po macoszemu”, być może oczekując większej zachęty do mocniejszego zaangażowania się w sprzedaż transgraniczną. Warto mieć w tym miejscu na uwadze dane Eurostatu, według których ponad 80% e-sprzedawców z Polski nie osiąga ze sprzedaży za granicą więcej niż 25% swoich przychodów. A pewnie myśląc o takim biznesie, chciałoby się z niego wyciągać lepsze zyski.

Wizja bowiem, że czas włożony w sprzedaż nie tylko w kraju, ale i za granicą, a także poświęcony na obsługę zagranicznych klientów i droższych niż krajowe wysyłek, przyniesie na koniec tylko kilkuprocentowy przychód dla sklepu, nie dla każdego jest motywująca. A czynników zniechęcających jest mimo wszystko całkiem sporo... Komu więc kariera, sława, zagranica? Na pewno największym i najbardziej zdeterminowanym.  Choć oczywiście każdemu być w tym gronie.

  Źródło: „Cross border ecommerce – szansa czy zagrożenie”

Źródło: „Cross border ecommerce – szansa czy zagrożenie”

Poliż Ecommerce